Witryna powiecona książce
ŻYWY LEWIATAN
Wspomnienia i dokumenty działalności
ANDRZEJA WIERZBICKIEGO
(1877-1961)



 
O KSIĄŻCE

PRZEDMOWA

INDEKS NAZWISK

SPIS RZECZY

RECENZJE

DANE BIBLIOTECZNE


    STRONA GŁÓWNA

RECENZJE I GŁOSY CZYTELNIKÓW


NIECH BĘDZIE LEWIATAN - Z Piotrem Wierzbickim, który opowiada o swoim dziadku, jednym z największych działaczy gospodarczych w dziejach Polski rozmawia WŁODZIMIERZ KALICKI
(Dział Rozmowy Magazynu w dodatku Magazyn do Gazety Wyborczej z 27 września 2001)
tekst dostępny w wersji komercyjnej Archiwum GW

9 stron, 16 fotografii!

śródtytuły

Wokulski żywy, Piękna Rosja, Przemysł najpierw, Szara eminencja, Zawsze tłumacz

motta

Urzędnicy państwowi zawsze byli i są pasożytami na organizmie przemysłu. Andrzej Wierzbicki walczył z nimi nieustannie, i w carskiej Rosji, i w odrodzonej Polsce.

W Petersburgu polscy przemysłowcy, finasiści, arystokraci i lekarze tworzyli świetnie zorganizowany, ekskluzywny krąg.

Rosyjscy przemysłowcy pod koniec XIX wieku domagali się powołania kas chorych, które prowadzić miały zarówno zbieranie składek, jak i leczenie robotników.

Piłsudczykowscy etatyści ządali rozpoczęcia przez państwo budowy jednego tylko modelu samochodu osobogo i zakazania produkcji aut innych firm. Andrzej Wierzbicki ośmieszył te pomysły.

Z Lewiatana nie dzwoniono do ministrów z poleceniami. To wymysł komunistów.



Felieton Piotra Wierzbickiego pt. "Lewiatan ożył"
(Gazeta Polska z 23 sierpnia 2001)

Lewiatan ożył

Gdy opracowywałem i przygotowywałem do edycji wspomnienia Andrzeja Wierzbickiego, miałem w związku z tą książką jedno główne oczekiwanie. Liczyłem na to, że ona zaistnieje w świadomości czytelniczej nie tylko jako świadectwo historyczne: że zauważone zostaną i docenione jej wątki a k t u a l n e, że ona przyda się jakimś ludziom, którzy próbują rozwiązywać problemy dzisiejszej Polski. Dlatego właśnie nadałem tej książce tytuł "Żywy Lewiatan".

Moje oczekiwanie zostało spełnione. "Żywy Lewiatan" jeszcze na dobre nie znalazł się w księgarniach, a już zainteresowali się tą książką ci właśnie ludzie, do których została zaadresowana najbardziej: Leszek Balcerowicz, którego piękny szkic o Andrzeju Wierzbickim ogłosił tygodnik "Wprost", Tomasz Gruszecki, autor obszernego omówienia w dzienniku "Życie", u nas zaś w "Gazecie Polskiej" Krzysztof Hubert Łaszkiewicz. Wychwycili oni bezbłędnie podobieństwa dwóch epok: tej, w której boje o rangę przemysłu prowadził Andrzej Wierzbicki, i tej naszej, w której też toczy się nieustająca debata na temat stanu gospodarki.

A podobieństwa są zadziwiające. Tak jak dzisiaj, tak również wtedy, w II RP, partie prześcigały się w demagogii społecznej, obiecywały wyborcom złote góry i biły światowe rekordy w walce o zdobycze społeczne. Nie było wprawdzie wówczas w sejmie lobby związkowego, ale o interesy "ludzi pracy" walczył stale potężny, ponad podziałami, blok obrońców ludu. Tak jak dzisiaj, tak trwała również wtedy niezmordowana walka o powiększanie liczby świąt, skracanie czasu pracy, podwyższanie podatków. Wrogów obcego kapitału było jeszcze więcej niż dzisiaj. Tyle tylko, że zasiadali oni w zupełnie innych sejmowych ławach - tych na lewo. Ostoją walki z krwiopijcami z Wall Street była w latach dwudziestych PPS. Dopiero w latach trzydziestych pepeesowców przelicytowali w tej dziedzinie radykalni narodowcy z ONR. Podobnie jak dziś nie można było skutecznie walczyć z bezrobociem, bo obrońców ludu niewiele obchodziła nędza ludu, a za to strasznie obchodziły jego niezbywalne prawa do zdobyczy socjalnych na poziomie światowym.

Ale istnieje również pewna istotna różnica. Wtedy, w latach dwudziestych i trzydziestych, owi obrońcy ludu działali w dobrej wierze. Oni po prostu naprawdę n i e r o z u m i e l i, że Polsce potrzebny jest przemysł, że przemysłowi niezbędny jest zysk, że bez dobrej kondycji przemysłu Polska nie utrzyma niepodległości. Oni naprawdę szczerze wierzyli, że jak się Lewiatana puści z torbami, to w kraju zapanuje dobrobyt, że wystarczy, jak się zyski odbierze krwiopijcom, a lud będzie zajadać bułeczki z szynką. Taka była świadomość nie tylko szerokich warstw społeczeństwa. Taka była również świadomość wpływowych elit. Otóż pod tym względem dokonał się w Polsce przełom. Dziś każdy Polak całkiem dobrze rozumie, że podstawą pomyślności społeczeństwa jest gospodarka, że nie wolno jej puszczać z torbami. Dzisiejsi obrońcy ludu doskonale rozumieją, że na święta, zapomogi, świadczenia trzeba wcześniej z a p r a c o w a ć. Dziś społeczny demagog ma pełną świadomość tego, że uprawia... społeczną demagogię.

Działa w złej wierze.

Piotr Wierzbicki

PS.

Drobne sprostowanie:

Tomasz Gruszecki pisze w "Życiu" (numer z 16 sierpnia):

Lewiatan miał dalekosiężny program, nie tylko gospodarczy, ale i polityczny. Przede wszystkim była to uparta walka o polską własność, przemysł i warunki jego rozwoju, o silny polski pieniądz, o zwalczanie kryzysu i bezrobocia.

Chodzi mi o tę "polską własność". Lewiatan nie walczył o "polską własność". Lewiatan walczył o własność, polską i niepolską, rozumiał, że Polska potrzebuje jak powietrza k a p i t a ł u, wszelkiego kapitału, i wspierał racjonalnie kierowany napływ kapitału obcego.



Recenzja prof. Tomasza Gruszeckiego pt. "Żywy Lewiatan"
(Życie z 16 sierpnia 2001, dział "opinie ŻYCIA")



Recenzja prof. Leszka Balcerowicza pt. "Niezłomny realista"
(Wprost z 8 lipca 2001, dział "Balcerowicz wprost"

http://tygodnik.wprost.pl/?dzial=0&art=9996
)

"Etatyzm może prosperować, jeśli go mało, a życia prywatnego dużo" - pisał ponad 60 lat temu Andrzej Wierzbicki

Niezłomny realista

Piotr Wierzbicki wydał niedawno zredagowany przez siebie tom wspomnień swego wielkiego dziadka Andrzeja Wierzbickiego pt. "Żywy Lewiatan". Dawno nie czytałem książki, którą tak bardzo chciałbym innym polecić.

Andrzej Wierzbicki był człowiekiem niezwykłym. Wielbiciel przyrody i matematyki, inżynier wykształcony w elitarnym Instytucie Technologicznym w Petersburgu. To połączenie oraz praktyczna działalność w przemyśle dały mu głębokie zrozumienie gospodarki i praw ekonomii, które działają na podobieństwo praw przyrody - dają o sobie mocno znać wtedy, gdy się je narusza. Był wybitnym organizatorem stowarzyszeń gospodarczych; zdobył wysoką pozycję jeszcze w Rosji jako sekretarz, a potem kierownik Towarzystwa Fabrykantów w Petersburgu w latach 1904-1912. Od 1912 r. był dyrektorem Towarzystwa Przemysłowców w Królestwie Kongresowym, a od 15 grudnia 1919 r. przez cały okres międzywojenny - dyrektorem naczelnym i spiritus movens Centralnego Związku Polskiego Przemysłu, Górnictwa, Handlu i Finansów. PPS-owski "Robotnik" ochrzcił tę organizację mianem "Lewiatana", a organizatorzy - cóż za duch przekory - chętnie ją przyjęli.

Andrzej Wierzbicki współtworzył historię i był jej mądrym obserwatorem. Przewodniczył polskiej delegacji ekonomicznej na konferencję pokojową w Paryżu, kierował ważnymi komisjami w międzywojennym Sejmie, wygłaszał tam kluczowe przemówienia w przełomowych dla Polski momentach. W książce znajdujemy odbiegające od podręcznikowej sztampy portrety Romana Dmowskiego, Józefa Piłsudskiego, Władysława Grabskiego (i innych ministrów skarbu), Eugeniusza Kwiatkowskiego, Kazimierza Bartla...

Interesujący jest obraz przedwojennej Rosji początków XX wieku, w której tajna policja organizuje stowarzyszenia robotnicze, przemysłowcy popierają ideę oddolnych stowarzyszeń samopomocy robotniczej, a urzędnicy w Ministerstwie Skarbu oraz Przemysłu i Handlu - po dwunastu latach rządów Siergieja Wittego - "mają ustaloną opinię bezwzględnie uczciwych". Wspomnienia Andrzeja Wierzbickiego dają nam też nieoceniony wgląd w życie społeczno-polityczne międzywojennej Polski. Ileż tam walki politycznej, personalnych zawiści, socjalnej demagogii, niechęci i podejrzliwości do kapitału prywatnego! Bywają jednak również chwile wielkie, w których autor wspomnień uczestniczył i które wyraziście opisuje.

PRL-owskie podręczniki malowały fałszywy obraz międzywojennej Polski jako kraju drapieżnego kapitalizmu, w którym jedyne cenne inicjatywy gospodarcze wychodziły od państwa (na przykład CUP, budowa Gdyni). Obawiam się, że wiele z tej propagandy pozostało w powszechnej świadomości. Wspomnienia Andrzeja Wierzbickiego dają obraz zgoła odmienny. Rozwój międzywojennej Polski - rzecz jasna, oprócz niezwykle trudnych warunków obiektywnych - był hamowany przez etatyzm. Przedwojenna Polska miała czas pracy krótszy niż niektóre kraje Zachodu, a wydatki socjalne oraz rozrost administracji publicznej wypierały wydatki na rozwój i destabilizowały budżet (nazywany wtedy skarbem).

Rozbudowa przedsiębiorstw państwowych, biurokratyczna regulacja gospodarki, wysokie podatki utrudniały rozwój sektora prywatnego i rodziły bezrobocie. W omawianej książce znajdujemy wiele interesujących faktów i wiele celnych sformułowań na ten temat.

Nie mogę się powstrzymać przed przytoczeniem choćby niektórych z nich, na przykład: "...nie ma gorszej rzeczy niż kompromitowanie szlachetnej idei, a kompromitowaniem ruchu społecznego jest to, jeżeli się wprowadza reformy społeczne, na które nie ma pieniędzy, i doprowadza się tym społeczeństwo do stanu gorszego, aniżeli był przed reformą". Warto może przypomnieć, że obecny Sejm ma niebawem - i to w obliczu dziury budżetowej! - podjąć decyzję w sprawie podniesienia "składek" na służbę zdrowia. Albo - wracając do Andrzeja Wierzbickiego: "Stronnictwa polityczne przelicytowywały się wzajemnie w obietnicach uszczęśliwiania ludności i operowały demagogicznymi hasłami, którymi można było trafić do umysłowości szerokich rzesz wyborców, nieprzywykłych do myślenia gospodarczego". Hasło "Kupiec paskuje, kapitał prywatny żeruje na konsumencie" miało tłumaczyć wszystkie nieszczęścia w Polsce. Stąd szukanie wybawienia w etatyzmie. Wierzbicki daje celne sformułowania na temat właściwej roli państwa: "Etatyzm może prosperować, jeśli go mało, a życia prywatnego (...) dużo".

Czytając wspomnienia Andrzeja Wierzbickiego, łatwiej zrozumiemy, skąd w III Rzeczypospolitej wzięły się takie pomysły jak ustanawianie państwowego monopolu na towary akcyzowe (na przykład alkohol) jako sposobu na uzdrawianie finansów publicznych. Takie koncepcje zostały wprowadzone w II Rzeczypospolitej i oczywiście budżetu nie uratowały, bo go nie mogły uratować. We wspomnieniach Andrzeja Wierzbickiego znajdujemy celne odniesienia do wielu istotnych kwestii: problemów i roli kapitału zagranicznego, kas chorych, inflacji, pracy polskiego parlamentu, pożądanej struktury administracji publicznej, polskości Śląska itp.

Wspomnienia Wierzbickiego powinni uważnie przeczytać ci, którzy chcą wzmocnić reprezentację polskiego życia gospodarczego w III Rzeczypospolitej. Ma on im bowiem na ten temat wiele do powiedzenia, choćby o tym, jak wielką wagę ma dobrowolność, a nie przymus organizowania się i jak bronić interesów całościowych, a nie odcinkowych. Na koniec cytat ilustrujący filozofię życiową autora wspomnień: "...dopóki naród żyje, zawsze w nim rozgrywać się będą walki o światopogląd, o władzę, o sposoby rozwiązywania sprzeczności i komplikacji wyłaniających się w życiu społecznym, gospodarczym i politycznym, osiąganie zamierzonego celu dokonuje się zawsze po linii zygzakowatej; spowalnia to sam proces i rozciąga go na długie lata. Toteż walka o każdy, nawet najlepiej pomyślany program musi trwać nieugięcie, poprzez cząstkowe sukcesy i częstsze jeszcze klęski, zanim twarda rzeczywistość nie otworzy wreszcie oczu na nieubłaganą logikę rzeczy i nie pozyska większości społeczeństwa". To jest credo wielkiego, niezłomnego realizmu. Takiego nam trzeba.

Leszek Balcerowicz

powrót